Na polskim e-rynku konkurencja nadal przysypia. Jak skutecznie zarobić na sprzedaży internetowej? Co oferować, gdzie i za jaką cenę? Ile nas wyniesie taka inwestycja?
 
Z tego tekstu dowiesz się:
• Jak rozwija się rynek handlu przez internet
• Co najczęściej kupujemy on-line
• Do jakich klientów możesz dobrzeć
• Ile wydajemy i dlaczego kupujemy w sieci
 

Mit: Trzeba mieć stacjonarny sklep i magazyn

 
Szacuje się, że rynek zakupów on-line już teraz wart jest 36 – 40 mld zł , a do roku 2020 wzrośnie on do kwoty 62 – 70 mld zł. Podczas, gdy w 2015 roku wydaliśmy w sieci średnio 1120 zł  to już rok później średni koszyk zakupowy był o 100 zł zasobniejszy, a regularne zakupy online robi ponad połowa z nas. Wielu przedsiębiorców unika prowadzenia sprzedaży online ze względu na obawę przed kosztami założenia e-sklepu. Sama sprzedaż internetowa nie wymaga inwestycji w zaplecze magazynowe, a to dzięki coraz popularniejszym usługom typu dropshipping, czyli bezpośredniemu zamawianiu produktów od dystrybutora lub jednej ze 170 hurtowni na terenie naszego kraju. Najczęstszym powodem niechęci klientów do zakupów on-line jest brak możliwości zobaczenia towaru przed zakupem (52%) . Dobrym rozwiązaniem jest jednoczesne prowadzenie niewielkiego sklepu stacjonarnego, w którym prezentujemy naszą ofertę oraz wzmacniamy wymiar profesjonalizmu poprzez budowę pozytywnych relacji z klientem. Pozwala to też na uruchomienie prostego kanału bezpośredniej komunikacji przez telefon, e-mail, czat lub prywatne wiadomości na fanpage’u. Ten trend nazywany jest omnichannellingiem i towarzyszy sferze sprzedaży internetowej nieustannie od kilku lat. Dlatego warto rozważyć tego rodzaju wsparcie e-sprzedaży.
 

Mit: Handel online to tylko portale aukcyjne

Dla ¾ konsumentów zakupy online równają się zamówieniu produktów z Allegro (71%) . Inni utożsamiają rodzimy handel internetowy z serwisem OLX (32%), Zalando lub porównywarką Ceneo, a z zagranicznych serwisów wymieniają AliExpress lub eBay .Oczywiście, wchodząc w sprzedaż online trudno jest zignorować wpływ popularnych serwisów aukcyjnych. Co prawda obecność na nich łączy się z koniecznością uiszczania marży, ale umożliwia dobre pozycjonowanie marki. Koszt wyróżnienia produktu oscyluje na poziomie 29 zł, ale zdecydowaną większość przedmiotów wystawimy za darmo lub za symboliczne 10 gr. Aby zmaksymalizować możliwości dotarcia do klienta możemy połączyć nasz sklep online z bytnością na serwisach aukcyjnych. A co możemy sprzedawać? Typowy internauta w swoim koszyku zakupowym ma ubrania i akcesoria sportowe (66,7%), książki lub czasopisma (22,6%), filmy bądź muzykę (9,8%), bilety (18,7%), jedzenie lub kosmetyki (24,7%), sprzęt elektroniczny (28%) albo oprogramowanie do niego (7,9%), wycieczkę (21,6%)  i całą masę różności (39,3%) . A z roku na rok ten koszyk staje się coraz bardziej ciężki, ponieważ od 2013 wartość e-zakupów wzrosła o 10% . Jest zatem na czym zarabiać. Są jednak segmenty handlu w sieci, w które lepiej nie wchodzić. Najbardziej ryzykowne wydaje się sprzedawanie przez internet materiałów do produkcji chemicznej, roślin lub rzadkich zwierząt z uwagi na obostrzenia prawne w stosunku do tego rodzaju handlu. Nie warto również umieszczać produktów branży ślubnej lub segmentu premium na portalach aukcyjnych, gdyż te najlepiej pozycjonują się w specjalistycznej sprzedaży sieciowej, a także stanowią niszę zakupową.
 

Mit: Liczy się wyłącznie niska cena

 
Koszt danego produktu to tylko jeden z elementów, na jakie zwracamy uwagę kupując on-line. Przywykliśmy, że za zakupy w sieci zapłacimy mniej i tego też spodziewa się ¾ klientów. Dlatego warto skupić się na wiarygodności i pozytywnych opiniach o sklepie, które są ważne dla 49% nabywców. Na dalszym planie podkreślają oni możliwość płatności przy odbiorze (40%) i opcje zwrotu lub reklamacji (36%) .Dzięki pozytywnym doświadczeniom do naszego sklepu internetowego może wrócić aż 81% nabywców. Dlatego prowadząc e-handel trzeba stosować komunikacyjną triadę – prostotę i łatwość komunikacji z klientem, krótki czas realizacji zamówienia oraz możliwość odesłania niechcianego produktu. Pamiętajmy, nie tylko cena, ale też jakość– produktu i obsługi!
 

Mit: Zakupy online tylko na święta 

 
Utarło się przeświadczenie, że handel w sieci przez cały rok przeżywa sezon ogórkowy i nikt nie kupuje online, a sprzedaż generowana jest wyłącznie w okresie przedświątecznym. Owszem – w grudniu liczba odsłon e-sklepów przekracza liczbę 500 mld generowane przez blisko 15 mln użytkowników, ale reszta roku nie wypada na tym tle gorzej. Rynek e-handlu dzieli się na kilka głównych okresów, w których sprzedaż gwałtowanie wzrasta. Należy do nich okres wakacyjny i przed początkiem roku szkolnego, kiedy to wydajemy 828 zł na dziecko . Jesień to także coraz popularniejszy w naszym kraju Black Friday i mimo że nie słyszało o nim aż 2/3 Polaków, to listopadowe wydarzenie dało dwukrotny wzrost sprzedaży (do 8%) w stosunku do roku 2016. Co prawda na święta wydajemy dwukrotnie mniej niż typowy Europejczyk, ale przodujemy wśród nich w bożonarodzeniowych zakupach online, z których korzysta 42% z nas . A  przecież końcówka zimy to również noworoczne promocje z których korzysta 3 na 4 polskich e-klientów. I obchodzone przez 41% Polaków walentynki z wydatkami rzędu 100-150 zł na prezent. Po zimowych szaleństwach zakupowych następują… te wielkanocne, które generują wzrost sprzedaży nawet o połowę . Później planujemy wakacje, zbliża się wrzesień i tak dalej…Online kupujemy z wygody, oszczędności czasu i z przyzwyczajenia do niskich cen oraz wyprzedaży, ale przede wszystkim z powodu dostępności 24/7 . E-konsumenci to osoby w każdym przedziale wieku , a ¾ z nich mieszka w miastach. Na e-sklepy nie skąpimy, ponieważ średni miesięczny wydatek na ubrania zamówione w internecie to 120 zł, 53 zł przeznaczamy na bilet do kina lub teatru, a raz na pół roku pozwalamy sobie wydać 114 zł na RTV/AGD lub 85 zł na urządzenia mobilne . 
 

Podsumowanie 

Rozpoczęcie działań w sprzedaży w sieci jest bardzo podobne do prowadzenia klasycznego handlu, ale łatwo dostrzec pomiędzy nimi subtelne różnice. Polegają one między innymi na poziomie kosztów inwestycyjnych. Wymagany wkład początkowy to tylko kwota, którą zapłacimy za postawienie strony www lub e-sklepu albo opłaty za dostęp do portali aukcyjnych, ale można skupić się na sprzedaży przez darmowe kanały social media. W zależności od rodzaju oferowanych produktów warto zastanowić się nad wynajęciem zaplecza magazynowego, ale w dobie rozwiązań dropshippingowych może okazać się to zbyteczne. Potencjał, jaki drzemie w e-handlu to szansa na szybkie zbudowanie sobie pozycji w danym segmencie, także ze względu na niewielką konkurencję. Tu, jak w klasycznym handlu, ważne są relacje z klientem. Traktujmy zatem e-rynek jako miejsce targu… ale w przestrzeni wirtualnej, ponieważ można na tym dobrze zarobić przy zaskakująco niskim poziomie inwestycji.
Dlatego załóż firmę z mBankiem, by poczuć radość z bycia własnym szefem.
 
Źródła: antyweb.pl;brief.pl; businessinsider.com.pl; interaktywnie.com; retailnet.pl; bankier.pl; gemius.pl; payu.pl; wadomoscihandlowe.pl; wynagrodzenia.pl; stat.gov.pl