W październiku 2017 roku świat obiegła wiadomość o pierwszym robocie, który uzyskał obywatelstwo Arabii Saudyjskiej. Śledząc różne relacje, mogliśmy odnieść wrażenie, że oto uczestniczymy w czymś ważnym i przełomowym. Z czasem pojawiła się jednak refleksja, że na miejscu humanoidalnej Sophii – bo tak nazwano tego przypominającego kobietę robota – równie dobrze mógł stać gadający toster.

Robot odpowiadał wprawdzie na pytania, usiłował naśladować mimikę i gesty ludzi, ale jego prezentacja była w praktyce wyłącznie wyreżyserowanym przedstawieniem, wspartym niezbyt interesującą technologią.

Choć popkultura i nasza wyobraźnia często raczą nas wizjami świata opanowanego przez humanoidalne maszyny, to technologiczny przełom ma zupełnie inne oblicze. Nasz świat zaludniają roboty, jednak te naprawdę ważne w żaden sposób nie przypominają Sophii. A przede wszystkim nie muszą udawać, że nie są maszynami.
 

Zniknie wiele popularnych zawodów


Zmiany związane z postępującą automatyzacją dotyczą wielu aspektów naszego życia. Sporo kontrowersji wywołują te związane z rynkiem pracy. Kilka lat temu wielkie zainteresowanie wzbudziła uliczna reklama, wykupiona przez pracodawców w San Francisco. Billboard sugerował, że przy wzroście płacy minimalnej, nisko wykwalifikowanych pracowników może zastąpić iPad. Była to, rzecz jasna, metafora, jednak kierunek zmian nie pozostawia złudzeń: wiele popularnych dzisiaj zawodów zniknie lub będzie musiało ewoluować.

 

Uwaga!

Zdaniem analityków odpowiedzialnych za raport „Future of Skills. Employment in 2030”, dotyczy to aż 90 proc. rynku pracy. Do 2030 roku 20 proc. dzisiejszych zawodów ma zniknąć, a 70 proc. ulegnie różnym przekształceniom, łącząc unikalne kompetencje ludzi z wydajnością maszyn. Zwraca na to uwagę John Fallon z współtworzącej raport grupy edukacyjnej Pearson: Nasze badania wskazują, że roboty nie zabiorą nam pracy, niemniej technologia zmieni oblicze gospodarki oraz zatrudnienia. (…) Jeśli odpowiednio się przygotujemy, cyfrowa transformacja realnie poprawi życie milionów ludzi na całym świecie, zaradzi globalnemu spadkowi wydajności i rosnącej nierówności dochodów.
Co z ludźmi? Dla nich nadal będzie miejsce, ale zmienią się wymagania. W cenie będzie nie raz zdobyta wiedza, ale ciągłe uczenie się, zdolność do adaptacji, rozumienie emocji i zachowań.

 

Jedyną stałą jest zmiana

 

Już teraz technologie coraz śmielej wkraczają w różne branże, a to determinuje konieczność nabywania nowych umiejętności. Za kilkanaście lat tempo przyswajania nowości wielokrotnie wzrośnie, a zawody, które nie będą wymagały ciągłej nauki, po prostu zginą – zauważa Marek Jakimowicz z Pearson.

W praktyce oznacza to wzrost znaczenia niektórych branż – zwiększy się popyt na zawody związane z technologiami, naukami ścisłymi, przyrodniczymi i medycyną. Cenna i pożądana stanie się wiedza dotycząca języków obcych, edukacji, inżynierii, komunikacji, bezpieczeństwa czy produkcji i przetwórstwa żywności.

 

 

Maszyna zamiast człowieka

 

W wielu przypadkach ludzie staną się jednak niemal całkowicie zbędni. Radykalnie przekształci się m.in. obsługa klienta czy transport. Początkiem zmian są choćby automatyczne systemy obsługi telefonicznej czy samoobsługowe kasy, ale prawdziwy przełom dopiero przed nami, czego dowodzi eksperymentalny sklep Amazonu, gdzie – po uprzednim zeskanowaniu naszego smartfona – możemy po prostu wejść, wziąć towar i wyjść. Bez kasjerów, kolejek czy choćby skanowania produktów – należność jest naliczana na podstawie stałej obserwacji naszego zachowania i tego, jakie towary wkładamy do torby albo odkładamy na półkę.

Podobne zmiany – za sprawą autonomicznych pojazdów – zrewolucjonizują transport i logistykę. Autonomiczne pojazdy to nie tylko widoczna zmiana w postaci samochodów bez kierowców. To również rewolucja w infrastrukturze, brak potrzeby budowy przydrożnych hoteli (bo przecież jadąc, możemy pracować albo spać czy odpoczywać) czy stacji paliw w znanej dzisiaj postaci. Już teraz, nawet w Polsce, powstają magazyny, w których jest zimno, nie ma okien, szatni czy pomieszczeń socjalnych. Nie są potrzebne, bo w wielkich halach pracują niemal wyłącznie maszyny.

Doniosłe zmiany czekają również sektor finansowy. Ich zwiastunem jest niedawna decyzja Banku Szkocji, który zdecydował o likwidacji ponad 250 terenowych placówek. Fizyczne oddziały i kontakt z żywym człowiekiem przestają być komukolwiek potrzebne – automatyzacja pracy, powszechność transakcji bezgotówkowych czy obsługa konta przez Internet sprawiają, że stereotypowe bankowe okienko staje się reliktem przeszłości.

 

Duch w maszynie


Robot, nawet ten najbardziej zaawansowany, to jednak w gruncie rzeczy zwykły mechanizm, którego działanie jesteśmy w stanie rozumieć i kontrolować. To, co określmy mianem sztucznej inteligencji (artificial intelligence – AI), zaczyna jednak wymykać się naszemu poznaniu.
Już teraz maszyny czy – określając to precyzyjniej – algorytmy kontrolują przebieg sesji giełdowych, typują sprawców przestępstw bądź nawet, z wynikiem lepszym od ludzi, diagnozują niektóre choroby. Czasem prowadzi to do nieprzewidzianych skutków, jak choćby w przypadku ustalanej przez algorytm wartości produktów. Kilka lat temu doprowadziło to w sklepie Amazon do wywindowania ceny zwykłej książki do poziomu 23 milionów dolarów. W tym wydaniu było to zabawne, ale gdy zastąpimy książkę notowaniami giełdowymi, może zacząć niepokoić.

Tym bardziej że za rogiem czeka wyzwanie znacznie większe – rozwój sztucznej inteligencji. Już teraz takie algorytmy jak doskonalony przez Google’a DeepMind są w stanie samodzielnie opanować np. zasady gry wideo i szybko osiągnąć w niej mistrzostwo. Prawdziwym wyzwaniem jest jednak tzw. technologiczna osobliwość, czyli rzeczywistość, w której znane nam zasady i mechanizmy przestają mieć zastosowanie. Przykładem – na razie ciągle hipotetycznym – jest powstanie sztucznej inteligencji przewyższającej ludzką.

 

Uwaga!

Skutki możemy w pewnym zakresie przewidzieć, ale co się stanie, gdy sztuczna inteligencja stworzy własną, jeszcze doskonalszą? A ta kolejną? I tak – powiedzmy – miliard razy? Następstwa takich działań wymykają się naszemu poznaniu, nic zatem dziwnego, że najtęższe umysły na planecie, jak Stephen Hawking, apelują o powściągliwość:

Stworzenie sztucznej inteligencji byłoby największym wydarzeniem w historii ludzkości. Niestety, mogłoby również być ostatnim, chyba że nauczymy się panować nad związanym z tym ryzykiem.

 

Nie ma w tym jednak cienia neoluddyzmu. Jest zdrowa refleksja nad rolą i przyszłością naszego gatunku, skazanego na koegzystencję z coraz doskonalszymi maszynami.